> > Parentify

Akcja stymulacja


Przyczyn trudności zajścia w ciążę może być bardzo dużo. Jedną z nich są problemy z regularnością cykli. U mnie na samym początku był to straszny problem, najdłuższy cykl sięgnął 52 dni a ja w tej samej chwili musiałam sięgnąć po dobroć leków i metod na przywrócenie ładu w moim organizmie.
Pierwszym krokiem było sprawdzenie prolaktyny, która była w moim przypadku w samym centrum normy. Jeden punkt do zmartwień mniej. Później okazało się, że wysokość progesteronu w drugiej części cyklu jest nie taka jak należy. Wkroczył Duphaston, który niestety ma swoje wady. Jedną z nich są mdłości, które odczuwam w sumie cały czas. Z początku było to nieco denerwujące, bo sygnały były podobne do pierwszych objawów ciąży. Ale z czasem przywykłam do sytuacji.
Druga wada to moja wada. Niestety wzrosła odkąd biorę leki, w dodatku mój apetyt jest niebywale silny i powoduje że mam ochotę na produkty, które przez dłuższy czas omijałam z daleka. Ale ok. Cel jest określony więc bardziej patrzę na skuteczność działania leków w kontekście płodności.
Po kilku cyklach z Duphastonem i skróceniu cyklu do ok 30 dni wkroczył Clo czyli Clostilbegyt, dzięki któremu wzrasta ilość hormonów gonadotropowych odpowiedzialnych za dojrzewanie pęcherzyków i wytwarzany jest estrogen przez jajniki. Clo ma pomagać w procesie owulacji.
Tym sposobem na Clo i Duphastonie staraliśmy się 1 cykl. Uznaliśmy wraz z lekarzem że warto spróbować metody naturalnej. Muszę dodać że poza Clo i Dupkiem biorę także inne suplementy. Prenatal Uno jako kwas foliowy z dobrymi dodatkami, witaminę D3 2000 oraz Miovelie w postaci saszetek i kapsułek.
Podczas brania Clo na samym początku cyklu biorę również Miovelie Nac przez 5 dni. Obydwie Miovelie to nowość na rynku i nie znajdziecie o nich za dużo informacji. Ale mają bardzo dobry i niepowtarzalny skład. Myślę, że dzięki nim nie muszę się martwić o pracę moich jajników.
W 13 dniu cyklu jak dotąd podczas dwóch cykli ‚wyhodowałam’ ładne ponad 20 mm pęcherzyki. Endometrium i śluz również sprzyjają potencjalnej ciąży.
Wszystko teraz w rękach losu. Czy uda się czy nie.
Po takiej stymulacji owulacji jestem skierowana na inseminację. O niej napisze więcej przy innej okazji.

Jak jest z tą nadzieją?


Kiedy dowiadujesz się, że masz realne problemy z płodnością i Twoje dążenie do celu będzie bardziej wyboiste i skomplikowane niż sobie to wyobrażasz, zaczynasz wątpić czy nadzieja w tej sytuacji jest czymś naturalnym.
Z każdym kolejnym cyklem i każdym kolejnym wynikiem badań wątpisz w siebie coraz bardziej. Zastanawiasz się co zrobiłaś w swoim życiu źle i co mogło spowodować obecny stan rzeczy. I nagle oglądasz się dookoła siebie i widzisz, że jesteś sama – tylko Ty spośród znajomych masz ten problem. W kółko słyszysz pytanie „a kiedy Wy w końcu zrobicie sobie dziecko?”, „nie chcecie mieć dzieci?”, „czas ucieka, pomyślcie o tym”, etc.
I nie wiesz czy chcesz cokolwiek powiedzieć, czy krzyczeć… Czy za każdym razem tłumaczyć wszystkim co jest na rzeczy? Czy może jednak zostawić to wszystko dla siebie?
Ja cierpię w milczeniu, zmagam się z tym w dwu osobowym zespole. Jedynie jedna osoba ze znajomych wie co jest, jak wyglądają kolejne etapy. Ale bez dodatkowych szczegółów, bez wyżalania się, tylko suche fakty. Nie wiem czy takie milczenie jest zawsze dobre, bo jednak chęć wygadania się i podzielenia z kimś niezależnym dobrze działa na psychikę. Ale posłuchałam lekarza – nie poruszam tego tematu, omijam, nie mówię o badaniach, o kolejnych krokach, decyzjach.
Nadzieję jakąś dalej mam, ale wygląda ona nieco inaczej. Wręcz jestem na autopilocie, moim pilotem jest lekarz, któremu ufam i który chyba wie co robi kierując mnie na kolejne badania czy zabiegi. Nadzieję mam w nim, że rozgryzie do końca co można zrobić inaczej lub w innym momencie aby zaskoczyło.
Cel na szczęście się nie oddala. Szansa istnieje, nie jest wcale taka mała i kto wie – może uda się w najbliższym czasie.
Jednak staram się twardo stąpać po ziemi. Nie czytam for dyskusyjnych czy też innych miejsc gdzie internautki obrzucają się scenariuszami i historiami. Czasami zdarza mi się trafić na nie w poszukiwaniu jakiejś tematyki, ale jakiekolwiek porównywanie się do pacjentki X, która przy 3 cyklu z clo zaciążyła nic nie da – ta informacja nic nie zmieni.
Sprawa fizjologii jest bardzo indywidualna i osobnicza, posiadanie wiedzy o tym jak komuś innemu udało się osiągnąć cel jedynie będzie mocniej wpływać na stres, na myślenie, na analizowanie… Nie ma co zawracać sobie takimi rzeczami głowy.
Dla typowej, ponad rocznej staraczki jedną z gorszych rzeczy jest dzielenie czyjegoś szczęścia. Oczywiście strasznie się cieszę kiedy słyszę o ciąży wśród znajomych, rodziny. Ale… w głowie zaczyna rozbrzmiewać „dlaczego to nie jestem ja?”.
Znów, staram się nie analizować, ale naprawdę nie można uciec od wszystkiego…
No i ten czas. Ucieka jak przez palce, ale mam wrażenie jakby wszystko ciągnęło się w nieskończoność.
Kiedy pęknę? Nie wiem. Mam doskonały wzór do naśladowania. Dziewczyna ma za sobą bagaż doświadczeń, niestety dużo negatywnych i smutnych. I mimo kilku lat ciągłej walki, dalej walczy i nie odpuszcza. Jest bardzo silna, słyszy to często i sama dziwi się, że jeszcze daje radę. Chyba nadzieja trzyma ją w takiej formie. 
Trzymam za nią mocno kciuki oraz za inne staraczki takie jak ja aby w końcu ich cierpliwość, cierpienie zostały nagrodzone i aby odzyskały czas, który w pewien sposób straciły.

To co przeraża przyszłych rodziców


Rozpoczynając staranie się o ciążę, interesując się wieloma tematami związanymi z dziećmi i tym co je na co dzień otacza poza łuną tęczy i radości zawsze kryje się coś mrocznego i przerażającego. 
Pojawienie się małego człowieka na świecie zawsze niesie z sobą wiele wątpliwości, pytań bez odpowiedzi lub po prostu strachu, z którym trzeba się zmierzyć.
Oto moje podejście do niektórych z zagadnień, 
przyszłość zweryfikuje czy moje nastawienie będzie miało rację bytu kiedy nadejdzie na to czas.
Czy na pewno dam radę na samym początku?Zastanawiam się jak bardzo zmieni się tryb życia kiedy pojawi się w domu 3 osoba, w dodatku taka, która wymagać będzie czuwania, opieki i troski 24h/24h. Jako naczelny leniwiec kanapowy w domu będę miała na pewno przed sobą spore wyzwanie. Mam nadzieję, że intuicja i sam organizm sprawią, że będą wiedziały co robić.
Na pewno wszystkiego z czasem można nauczyć się samemu, ale pierwszy poród, pierwsze dziecko – to wszystko jest pierwsze, przecieranie nowych szlaków. Jak dziecko prawidłowo trzymać, jak często karmić, jakich kosmetyków używać aby nie miało uczuleń (choć po matce w tej dziedzinie dostanie wszystko co najgorsze), co robić jak dziecko się krztusi, co robić jak dostanie gorączki, etc etc. Na każde takie pytanie odpowiedź nadejdzie dopiero wraz praktyką, czytanie to nie to samo co zmierzenie się z tym na żywo….
Na wszelki wypadek są dookoła babcie i ciocie, które maja spore doświadczenie także na pewno pomogą z samego początku. Bardzo chętnie przyjmę każdą wtedy pomoc. Oczywiście nie będę z tym sama, bo jest też eM i mam wrażenie, że jako wybitnie spokojna osoba dobrze sprawdzi się w roli dobrego gliny i osoby, która przywróci harmonię przy nawet największej burzy.
Czy dopadnie mnie baby blues?
Ten problem może dotknąć każdego bez względu na wiek, przekonania, nastawienie do dzieci i własnego rodzicielstwa. Oglądałam kilka programów dokumentalnych o baby blues i sprawa wygląda bardzo poważnie. Niesamowicie ważne jest aby matce z tym syndromem bardzo szybko pomóc zarówno w domu jak i w opiece nad dzieckiem. 
Jeżeli stan utrzymuje się dość długo (ponad 2 tyg) warto zadbać o odpowiednie wsparcie psychologiczne, ponieważ może to wszystko doprowadzić do depresji poporodowej.
Odwiedzając rodzinkę, w której pojawiło się przed chwilą dziecko warto pamiętać o kilku zasadach. Znalazłam na Pinterest niedawno fajne zestawienie, taki poradnika dla odwiedzających: 
https://momentinaboxclub.com/rules-for-visiting-a-newborn/
Myślę, że nie wszystkich tych punktów trzeba się mocno trzymać, ale na pewno warto się z nimi zapoznać. To na pewno pomoże młodym rodzicom.
Czy wychowam mądrego i pełnego empatii człowieka?
To jest rzecz, która chyba najmocniej siedzi mi w głowie. Z jednej strony wiem, że zrobimy wszystko aby dziecko miało dobry, szczęśliwy dom, miało dostęp do nauki i miało szansę rozwoju w dziedzinie, która tylko mu się spodoba niezależnie od wieku i momentu w życiu. Nie jesteśmy co prawda ludźmi wierzącymi i święta wszelakie obchodzimy nieco inaczej niż wiele „tradycyjnych” rodzin, ale na pewno zostanie dziecku w pewnym momencie naświetlone jak to z tą wiarą jest. Na pewno nie zdecyduję się na chrzest ani komunię, nie chcę robić nic co byłoby nie zgodne z moimi poglądami. W temacie wiary wychodzę z założenia, że dziecko kiedy będzie już dojrzałe, samodzielnie podejmie decyzje czy chce przynależeć do określonej grupy religijnej czy nie. Wyboru dokona świadomie i samodzielnie.
Przerażają mnie sytuacje kiedy widzę naprawdę niegrzeczne i wulgarne kilkulatki w pobliżu domu, boję się, że moje dziecko wcześniej czy później będzie miało z nimi styczność i nieważne jak dobrze będzie wychowane zobaczy tego typu zachowania i co gorsze je podłapie. Pierwszy taki strach to szkoła, która sama w sobie obecnie powoduje dużo emocji i niewiadomych, a do tego wszystkiego dojdzie jeszcze różnorodność towarzystwa.
Nie można w żaden sposób odgrodzić od tego dziecka, musi mieć kontakt z rówieśnikami i socjalizować się, tylko jak reagować na wyżej pokazane sytuacje? Tego jeszcze nie wiem. Może znajdę odpowiedź na bieżąco kiedy będzie to wymagane.
Czy zapewnię mu godną przyszłość?
O to chyba najmniej się martwię, bo „co będzie to będzie”. Najważniejsze aby zapewnić Małemu opiekę zdrowotną, spokój, rozwój i godne towarzystwo, a cała reszta powinna ułożyć się sama.
To są jedynie podstawowe sprawy, o których myśli się jeszcze przed faktem. W rzeczywistości będzie tego znacznie więcej. I mam ogromną nadzieję, że prędzej niż później będę mogła się z tym zmierzyć. 
Jako staraczka, mam dość dużo czasu na rozmyślanie. Staram się nie nakręcać, ale jednak nadzieja, w którą aż tak mocno zazwyczaj nie wierzę – bierze górę nad rozumem 😉
A jak jest u Was? Czego najbardziej się obawiacie?

Pierwsze kroki staraczki


Decyzję o powiększeniu rodziny podjęłam dość długi czas temu, właściwie zrobił to za mnie mój organizm, który w pewnej chwili włączył budzik w moim zegarze biologicznym. Naprawdę. Nie byłam nigdy osobą, która uparcie chciałaby mieć dziecko, ale pewnego dnia zapaliła mi się lampka i podjęłam temat.
To stworzenia nowego, małego człowieka trzeba dwojga, także rozmowy chwilkę trwały. Ale widziałam, że eM nie ma większych oporów. Może nie przepada jakoś wybitnie za dziećmi, ale wizja posiadania własnego zmienia zupełnie podejście do życia. Ja też miewam problemy komunikacyjne z małymi krasnalami, które mówią w swoim języku i mają zupełnie inne potrzeby niż dorośli, ale jest to kwestia do wyuczenia.
Po licznych kontrolnych badaniach zaczęły się nasze starania.
Po odstawieniu pigułek moje libido poszybowało bardzo wysoko, co mnie niesamowicie zaskoczyło. Jedna znajoma uprzedzała mnie przed taką sytuacją, ale uwierzyłam dopiero kiedy przyszło co do czego.
Pierwszy problem z jakim się spotkałam to nieludzko długie cykle, które kompletnie nie pozwalały na jakikolwiek efekt. Najdłuższy trwał 52 dni. Już po 3 takim cyklu mój gin podjął decyzję o stymulacji 2 części cyklu Duphastonem, od 18 dc przyjmowałam w różnych dawkach w zależności od cyklu Duphaston i dzięki niemu po 3 kolejnych cyklach moje cykle skróciły się do 31 a teraz do 29 dni.
Niestety okazało się, że nie tylko ja jestem tutaj powodem do zmartwień. Otóż eM z powodów swojego stabilnego, ale jednak nie najlepszego stanu zdrowia ma słabe wyniki u siebie. Musieliśmy bardzo szybko zaopiekować się tą sprawą. Zaczął przyjmować bardzo duże ilości suplementów dla mężczyzn. Efekty kuracji choć nie ogromne – na szczęście są. I można działać dalej.
Uczulam wszystkich na to, aby jak najszybciej przeprowadzić badania nasienia. Czytałam bardzo dużo historii gdzie pary starały się bardzo długo, skupiając się medycznie tylko na kobiecej części interesu, a okazywało się często nawet po 2 latach, że to męski czynnik był tym bardziej problemowym. Warto wykonać badania już po 3-4 nieudanym cyklu starań, aby móc wystarczająco szybko zacząć działać.
Z powodu niezbyt dobrych wyników u eM został nam zaproponowany zabieg inseminacji. Jak czytałam można go wykonać kilka razy.
Ja jestem przygotowywana do niego przy pomocy słynnego Clo, który ma zagwarantować większą ilość jajeczek. Równolegle poza kwasem foliowym przyjmuję też inne suplementy, które mają pozytywnie wpłynąć na pracę jajników oraz błonę śluzową.
Zarówno Duphaston jak i Clo powodują u mnie niestety kilka efektów ubocznych. Duphaston sprawia, że mdli mnie niemalże cały czas. Dzień po skończeniu Clo – moja psychika przychodzi spotęgowany PMS, huśtawka jest tego dnia nie do zniesienia i najlepiej jak nie wychodzę z domu 🙂
Samą inseminacją się nie stresuję, jedynie zaczynam się zastanawiać czy się uda, czy się nie uda.
Przez długi czas nic nie analizowałam, jestem takim pojemniczkiem, który wg wskazań lekarza przyjmuje tabletki i pojawia się na wizytach. Nie chcę zaśmiecać sobie głowy za mocno także z różnych for i kanałów dyskusyjnych w tym temacie korzystam rzadko. Wiele z takich miejsc potrafi negatywnie nakręcić i spowodować, że przez stres nasze starania stają się jeszcze bardziej problemowe i nieskuteczne.
Także radzę – jeżeli macie jakieś wątpliwości co do całej sytuacji – pytajcie lekarza, który Was zna i Was prowadzi, nie czytajcie tego potoku wielu internautek, które mają doktorat od Google i tylko robią wodę z mózgu. Każdy jest inny, u każdego terapia podczas starań zadziała inaczej. Nie porównujcie się z innymi! I myślcie pozytywnie, znajdźcie sobie jakieś hobby aby móc odpocząć.
Podsumowując mój pierwszy wpis.
Każda przyszła staraczka powinna:
1. Zrobić badania kontrolne przed staraniami.
2. Zbadać swojego partnera.
3. Trzymać się tego co mówi i radzi lekarz, a jeżeli macie co do niego jakieś wątpliwości – zmieńcie go na specjalistę, który ma doświadczenie w leczeniu niepłodności.
4. Nie proście o porady zdrowotne internautek na forach. To tylko negatywnie nakręca.