Kiedy dowiadujesz się, że masz realne problemy z płodnością i Twoje dążenie do celu będzie bardziej wyboiste i skomplikowane niż sobie to wyobrażasz, zaczynasz wątpić czy nadzieja w tej sytuacji jest czymś naturalnym.
Z każdym kolejnym cyklem i każdym kolejnym wynikiem badań wątpisz w siebie coraz bardziej. Zastanawiasz się co zrobiłaś w swoim życiu źle i co mogło spowodować obecny stan rzeczy. I nagle oglądasz się dookoła siebie i widzisz, że jesteś sama – tylko Ty spośród znajomych masz ten problem. W kółko słyszysz pytanie „a kiedy Wy w końcu zrobicie sobie dziecko?”, „nie chcecie mieć dzieci?”, „czas ucieka, pomyślcie o tym”, etc.
I nie wiesz czy chcesz cokolwiek powiedzieć, czy krzyczeć… Czy za każdym razem tłumaczyć wszystkim co jest na rzeczy? Czy może jednak zostawić to wszystko dla siebie?
I nie wiesz czy chcesz cokolwiek powiedzieć, czy krzyczeć… Czy za każdym razem tłumaczyć wszystkim co jest na rzeczy? Czy może jednak zostawić to wszystko dla siebie?
Ja cierpię w milczeniu, zmagam się z tym w dwu osobowym zespole. Jedynie jedna osoba ze znajomych wie co jest, jak wyglądają kolejne etapy. Ale bez dodatkowych szczegółów, bez wyżalania się, tylko suche fakty. Nie wiem czy takie milczenie jest zawsze dobre, bo jednak chęć wygadania się i podzielenia z kimś niezależnym dobrze działa na psychikę. Ale posłuchałam lekarza – nie poruszam tego tematu, omijam, nie mówię o badaniach, o kolejnych krokach, decyzjach.
Nadzieję jakąś dalej mam, ale wygląda ona nieco inaczej. Wręcz jestem na autopilocie, moim pilotem jest lekarz, któremu ufam i który chyba wie co robi kierując mnie na kolejne badania czy zabiegi. Nadzieję mam w nim, że rozgryzie do końca co można zrobić inaczej lub w innym momencie aby zaskoczyło.
Cel na szczęście się nie oddala. Szansa istnieje, nie jest wcale taka mała i kto wie – może uda się w najbliższym czasie.
Cel na szczęście się nie oddala. Szansa istnieje, nie jest wcale taka mała i kto wie – może uda się w najbliższym czasie.
Jednak staram się twardo stąpać po ziemi. Nie czytam for dyskusyjnych czy też innych miejsc gdzie internautki obrzucają się scenariuszami i historiami. Czasami zdarza mi się trafić na nie w poszukiwaniu jakiejś tematyki, ale jakiekolwiek porównywanie się do pacjentki X, która przy 3 cyklu z clo zaciążyła nic nie da – ta informacja nic nie zmieni.
Sprawa fizjologii jest bardzo indywidualna i osobnicza, posiadanie wiedzy o tym jak komuś innemu udało się osiągnąć cel jedynie będzie mocniej wpływać na stres, na myślenie, na analizowanie… Nie ma co zawracać sobie takimi rzeczami głowy.
Sprawa fizjologii jest bardzo indywidualna i osobnicza, posiadanie wiedzy o tym jak komuś innemu udało się osiągnąć cel jedynie będzie mocniej wpływać na stres, na myślenie, na analizowanie… Nie ma co zawracać sobie takimi rzeczami głowy.
Dla typowej, ponad rocznej staraczki jedną z gorszych rzeczy jest dzielenie czyjegoś szczęścia. Oczywiście strasznie się cieszę kiedy słyszę o ciąży wśród znajomych, rodziny. Ale… w głowie zaczyna rozbrzmiewać „dlaczego to nie jestem ja?”.
Znów, staram się nie analizować, ale naprawdę nie można uciec od wszystkiego…
Znów, staram się nie analizować, ale naprawdę nie można uciec od wszystkiego…
No i ten czas. Ucieka jak przez palce, ale mam wrażenie jakby wszystko ciągnęło się w nieskończoność.
Kiedy pęknę? Nie wiem. Mam doskonały wzór do naśladowania. Dziewczyna ma za sobą bagaż doświadczeń, niestety dużo negatywnych i smutnych. I mimo kilku lat ciągłej walki, dalej walczy i nie odpuszcza. Jest bardzo silna, słyszy to często i sama dziwi się, że jeszcze daje radę. Chyba nadzieja trzyma ją w takiej formie.
Trzymam za nią mocno kciuki oraz za inne staraczki takie jak ja aby w końcu ich cierpliwość, cierpienie zostały nagrodzone i aby odzyskały czas, który w pewien sposób straciły.
Trzymam za nią mocno kciuki oraz za inne staraczki takie jak ja aby w końcu ich cierpliwość, cierpienie zostały nagrodzone i aby odzyskały czas, który w pewien sposób straciły.


Brak komentarzy